Charon spod Tuchowa nie jest, rzecz prosta żadnym tam Charonem, tylko zwyczajnym wozakiem, który co wtorek wozi mleko do zlewni. Ot, Józef Nytko z Przedmieścia Wielkiego pod Tuchowem. Ale nobilitowało go już to chociażby – prócz wielu innych powodów do nobilitacji – że mieszkał na samej górze. Wyżej na Przedmieściu Wielkim nie mieszka już nikt (stąd absolutnie niepowtarzalna perspektywa na sam Tuchów, wstęgę Białej, meandrującej ciekawie w szerokiej dolinie. Najlepszy widok na tę część Galicji, a jeśli dodamy do tego jeszcze majowe głosy trąbek z melodią ?Chwalcie łąki umajone?, płynące białych klasztornych białych wieżyc, rozpalonych wiosennym słońcem, to można Nytce Józefowi pozazdrościć takiego miejsca na ziemi).
Szary, niepozorny, w wypłowiałych drelichach, szarej czapce z wytartym od witania żyjących znajomych – zaraz dowiemy się tu, dlaczego żyjący mają dla prostego wozaka tyle szacunku – i butach – walonkach. Zwykły człowiek w powszedni dzień, od których zaludnione są takie miasteczka jak to.
Ale w soboty przemieniał się w Demiurga.
-Ooo, na przykład tu popatrzmy sobie – powiada, stojąc oparty o swój ciemny, przeszklony karawan – tu mam Burzyn, a tam na samym dole – mam Lubaszową.
Tak mówi, jakby był dziedzicem tych miejsc, a wyciąga przy tym w pańskim geście głowę z długa siwą broda, atrybut w małym, galicyjskim miasteczku niepospolity, a nawet żenujący dla wielu z tutejszych.
Karawan, ubrany w fiolety, podobnie jak dwa czarne, mocne konie stał na świeżej, wiosennej trawie pod właśnie rozkwitłymi, różowymi pąkami jabłoni, kiedy go tu odwiedziłem.
Kiedy sobotnie przedpołudnie zadzwonią dzwony i roznosi się ich ton daleko po dolinie, dobija po górach i wraca do Nytki – staje się Charonem.
Ceremonia zaczyna się wtedy od mycia nóg koniom. Potem kolejno: zaprzęganie, ale wolne, dostojne, ciemny frak po kolana, białe rękawiczki, tak wspaniałe komponujące się z siwą jak mleko brodą. Do tego wszystkiego czarny cylinder. I gotów do zjeżdżania z piekielnym hurgotem w dolinę.
Przewozi zmarłych w Ostatnią Drogę, siedzi wysoko na koźle i nikt by nie poznał w takim przebraniu, że to Józek Nytko, zwykły wozak w powszednie dni.
-Ha! Co się człowiek osłucha nieraz.
Charon spod Tuchowa zamontował sobie w karawanie lusterka wsteczne, takie jak mają w samochodach. Żeby mieć oko na żywych w kondukcie.
-Co się człowiek osłucha…Jadę tak na wysokości, a tu żałobnicy, ci pierwsi, zaraz za karawanem, kłócą się o ziemię po zmarłym, którego właśnie wiozę.
Nytko nie wytrzymał. Wstrzymał konie, aż parsknęły, stanął na koźle i…
- I palnąłem im kazanie: Ludzie, opamiętajcie się! On jeszcze dwa dni temu był miedzy wami, a wy już dzielicie jego majątek. Wstyd!
Tak bywa do południa sobotniego, a już po południu Nytko zmieniał nie tylko strój, ale i duszę. Jechał na wesele w okolicy. W charakterze wróżby weselnego zabawiał gości, a dla jego pięknego głosu i znajomości rozmaitych żartów ma wielkie w okolicy powodzenie.
Podobne temu, jakie posiada jako Charon. Bo taki pogrzeb, z jego karawanem i demonicznymi, choć spokojnego usposobienia czarnymi końmi to tu wielka tradycja.
Ludzie nie chcą innego. Po latach wrócili z Ameryki bracia S., sprowadzili sobie szerokiego chevroleta i założyli konkurencję.
-Nytko? On już przecież nie żyje! – zapowiadał klientom jeden z nich, gdy odwiedzali zakład.
W końcu doszły te wiadomości do Charona z samej góry na Przedmieściu Wielkim i tak się zezłościł, że odwiedził obu, sądem zagroził za nieuczciwą konkurencję, a nawet zwyzywał.
Bracia S. splajtowali po roku.
Autorem tekstu jest Zygmunt Szych

Komentarze: 1
9:55 - 25 lutego 2010
Witam tych, których sercu bliska jest ziemia tuchowska i jej sprawy. Co prawda już od ponad 20 lat nie mieszkam w tej okolicy, jednak w moich wspomnieniach jest bohater reportażu, człowiek historia. Gratulacje dla autora za wybór tematu i lekk, pełen swady styl, z jakim opowiada o panu Nytko. Pozdrawiam z daleka
Dodaj komentarz