W książkach o Tuchowie nie znajdziemy nazwiska Plage. Ten Niemiec, nazywany przez mieszkańców Tuchowa powszechnie „Plagą”, rzadziej „Diabłem ziemi tuchowskiej”, był znanym z bezwzględności dowódcą tuchowskiej placówki SS w czasie II wojny światowej. Został oddelegowany do zarządzania pracami przy budowie okopów w Tuchowie. Nie przebierał w środkach. Laską, z którą się nie rozstawał, walił wszystkich, którzy sprzeciwiali się jego zarządzeniom.
Po ponad 60 latach odnajdujemy laskę esesmana Plagego, rozmawiamy ze świadkami tamtych wydarzeń.
Ratujemy pamięć.
Latem 1944r. Tuchów znalazł się w strefie przyfrontowej. Nagromadzenie wojsk niemieckich w tym czasie było bardzo duże. W Tuchowie zostały rozlokowane jednostki 17 armii niemieckiej i XI korpusu armijnego SS. Wzmogły się naciski na terminową dostawę kontyngentów, zaostrzono rygory, rozkwaterowano wojsko po domach, zajęto dwór, klasztor i szkołę. Tuchów został wyznaczony w niemieckich planach strategicznych jako główny punkt oporu przed spodziewaną ofensywą wojsk radzieckich – czytamy w książce Tuchów. Miasto i gmina do roku 1945 Stanisława Derusa. Rozpoczęto fortyfikowanie miasta i okolicznych wzgórz. Budowano bunkry, kopano rowy przeciwpancerne, okopy z zasiekami z drutu kolczastego, schrony wraz z rowami dobiegowymi. Urządzono w tym czasie także obozy pracy, m.in. w tuchowskim „Sokole” dla 450 osób, w barakach przy ul. Pańskiej 600 osób, po domach prywatnych kwaterowało 250 osób. Robotami kierowało Baustelle „Venus” z siedzibą w Gromniku. W Tuchowie znajdowała się jednostka podrzędna „Venus II”, którą zarządzał dowódca tuchowskiej placówki SS Plage.
- Liczyliśmy mu 300 funtów, ważył ze 150 kilo, otyły mężczyzna, strasznie niedobry człowiek! Stał na rogu, gdzie poczta i sklep z zabawkami. Jeżeli widział, że ktoś idzie do pracy przy okopach później jak na siódmą, miał lagę i tą lagą niejednemu przyrżnął – relacjonuje wieloletni tuchowski nauczyciel, Eugeniusz Pyciński.
- Była taka pani, panienka, mówią, że niezwykłej urody, zdawało się, że „Plaga” to jej urodą czy ubiorem będzie zachwycony. Przyrżnął jej lagą ani się nie zastanawiał. Nikt jednak się z tego nie śmiał.

- Plaga chodził o lasce, jak mówili taki kulawy smok – wspomina Tadeusz Derus. Chop był fest, wysoki, gruby, ale taki nieznośny. Kiedy Niemcy stawiali ludzi w szeregu, to często ich bił „losicą”. Czasem cały dzień jeździł, czasem nigdzie nie wyjeżdżał, czwórkami sortował ludzi i wysyłał ich do roboty przy okopach.
W tym czasie Tadeusz Derus jeździł końmi z Bronisławem Wojtanowskim. – Bronka wytypowali, aby stał z wozem ze siedziskami na rynku. Jeżeli Plage chciał zobaczyć prace przy okopach, siadał i jechał z nim – mówi. – Pewnego razu, kiedy Bronisław Wojtanowski z Plagem jechali na plac koronacyjny, błota było dużo, a koła żelazne, wąskie. Na drodze leżał kołek. Przednie koła szły po osie w błocie i pchały go przed siebie. Jeden jego koniec wszedł między koło i tak nim zawinęło, że przeleciał tuż obok głowy Plagego. Jak ten Niemiec złapał tę „losicę”, to ładował z tyłu po głowie tego furmana, tego Wojtanowskiego za to.
Brat Tadeusza Derusa był kołodziejem – robił i naprawiał koła, przez większość czasu jednak chodził do pracy przy okopach. Furmani jeździli, wozy im się psuły, przyszedł jeden z nich na rynek z samym koniem. Plage zawrócił go do domu, bo nie miał wozu. Posłano gońca po kołodzieja, który pracował w tym czasie na Garbku. Ten wóz naprawił, jednak furman nie przychodził po niego, bo gdyby przyszedł i odebrał wóz, musiałby jechać do roboty, a tak to poszedł na rynek i Plage wrócił go do chałupy, bo wozu nie miał. – Wóz był naprawiony, ale wozu nie było – opowiada Tadeusz Derus. – Na pytanie gdzie ten wóz, furman mówił, że kołodziej nie naprawił. W sobotę po południu brat przyszedł do Tuchowa, bo dawali kartkę na chleb na marmoladę, raz na miesiąc nawet wódkę. Jak przyszedł, to pyta się go „Plaga” czemu wozów nie naprawia? Złapał lagę i zaczął się drzeć – „ja pójdę, to ci pomogę te wozy naprawiać” – ale go nie uderzył, tylko pogroził. Tę lagę widziałem, bom przecie na rynku bywał i koniem jeździł, taka drewniana, rzeźbiona.
Dobrze pamięta posturę i zachowanie SS-mana Marian Maciaszek, tuchowski szewc.
- To był taki grzmot chłop, nogi miał strasznie grube, jak potwór. Ważył ponoć aż 175 kilo. Zawsze chodził po cywilnemu, z ochroną. Kiedy ludzie go zobaczyli, to zmieniali kierunek, żeby się z nim nie spotkać. Każdego zmierzył przenikliwym wzrokiem. Wrzeszczał jak diabeł; miał taką mordę, że słychać go było na dwa kilometry. Każdy, kto przyjeżdżał do Tuchowa – nawet Oppermann z Woloszczukiem – musiał się u niego meldować.
14 sierpnia 1944 roku, esesmani przyjechali do Ryglic po kolejny kontyngent ludzi do prac przymusowych. Wtedy oddział partyzancki AK uderzył na nich. Zginęło pięciu bądź siedmiu Niemców. Według relacji ustnej Stanisława Derusa jednym z nich był Plage. W książce „Szli partyzanci” opisuje zdarzenie i śmierć jednej z ofiar, jednak nazwiska nie podaje.
Niemniej jednak Niemcy uciekali z Ryglic bardzo szybko, a Plage – według relacji Zenona Gruszczyńskiego, wówczas małego chłopaka, który mieszkał z rodziną pod jednym dachem z dowódcą tuchowskiego SS – „zerżnął się w gacie” ze strachu. Zaraz po jego powrocie, kiedy wyszedł z domu, zauważył, że Plage przy studni, gdzie stała stara pompa, pierze coś białoszarego”. – Mama mi powiedziała później – opowiada – że on ze strachu narobił w gacie i kiedy wrócili z akcji, to mu wstyd było oddać je do prania, zamiast wywalić je od razu. Potem się z tego w domu wielokrotnie śmiali, ale we własnym kręgu.
Wielu pamiętających II wojnę światową mieszkańców spotkało Plagego bądź słyszało o nim. Każdy z nich wspomina o ogromnej posturze, jego zaciekłości i bezwzględności. Doktor Krystyna Płońska, pamięta „zawsze wyprostowanego, głęboko w siedzeniu jadącego” dowódcę tuchowskiego SS, a Władysław Małopolski, który słyszał o nim kilkakrotnie, zapamiętał określenie „Diabeł ziemi tuchowskiej”.
Sprawą otwartą pozostaje fakt jego „zniknięcia”, bo „później coś się z nim stało”, ktoś inny słyszał, że „miał zginąć w Tarnowie lub za Tarnowem”.
Stanisław Derus w nagraniu filmowym opisuje akcję partyzancką w Ryglicach, w czasie której zginęło kilku Niemców, ale najważniejszym był oficer SS von Plage, który – jak się później okazało z dokumentów – był przed wojną attache wojskowym w Bułgarii, a więc to chyba nie „nasz” Plage.
Co się z nim stało, tego do końca nie wiadomo; większość z rozmówców pamięta go również z późniejszej fazy budowy okopów.
- On mieszkał u nas – relacjonuje Zenon Gruszczyński – i jak uciekał, to ta laga została; nikt w tym czasie u nas z laską nie chodził – jeszcze z taką lagą.
Laska Plagego została odnaleziona w październiku 2008 roku na strychu rodzinnego domu Zenona Gruszczyńskiego – naprzeciwko szkoły podstawowej, gdzie w czasie wojny mieszkał SS-man. Są na niej wyrzeźbione proste motywy, zawiera napisy „1944″, „Venus II”, „SS”. Miejsce, w którym Plage trzymał laskę, bijąc ludzi, jest mocno wytarte. Zdarta kora na jej końcu na długości z jednej strony 10 cm, z drugiej 20 cm potwierdza prawdziwość zeznań mieszkańców, ukazując okrucieństwo Niemca, którego niektórzy byli ofiarami.
Jest jeszcze z pewnością kilkanaście osób, które pamiętają postać niemieckiego SS-mana, wielu, którzy znają ciekawe szczegóły z czasów II wojny światowej.
Konieczne jest zorganizowanie na większą skalę akcji „ratowania pamięci”, która będzie miała na celu udokumentowanie życia mieszkańców Tuchowa w czasie okupacji, dla nas, żyjących dziś – bezpośrednim doświadczeniem historii, dla młodego pokolenia – lekcją patriotyzmu. Rezultaty tej akcji mogą być również bezcenną pamiątką po obchodach 670-lecia nadania praw miejskich miastu i siedemdziesiątej rocznicy wybuchu II wojny światowej.
Zostało ostatnich kilka lat, aby móc rozmawiać z naocznymi świadkami tamtych wydarzeń. Ratujmy więc to, co mogą pozostawić najstarsi mieszkańcy naszego miasta dla przyszłego pokolenia – prawdę o czasach sprzed ponad pół wieku, wspomnienia z młodych lat, wrażenia, odczucia, spostrzeżenia.
Wkrótce będzie za późno!
Opracowanie i zdjęcia: Piotr Firlej
Wywiady przeprowadzone przez Monikę Marszałek i Piotr Firleja w latach 2007-2009 z:
Tadeuszem Derusem, Zenonem Gruszczyńskim, Marianem Maciaszkiem, Władysławem Małopolskim, Krystyną Płońską, Eugeniuszem Pycińskim.
Nagranie dźwiękowe Stanisława Derusa, przegrane z wersji filmowej, dostarczył Jacek Łezeba.
Podpowiedzi merytorycznych w czasie prowadzenia akcji udzielił Antoni Dawid.
Adiustacji tekstu dokonał Józef Kozioł.
Źródło:
Tuchowskie Wieści 4(112)/2009


Dodaj komentarz