Miał na imię Robert. Był zakonnikiem 5 lat i rok kapłanem. Był wspaniałym człowiekiem. Odszedł niespodziewanie, mając tylko 33 lata. Pozostało po nim wciąż żywe wspomnienie i świadectwo pięknego życia.
Robert Srebro urodził się 15 listopada 1972 r. w Łękawicy (wioska koło Tarnowa). Po pierwszej komunii św. został ministrantem, a następnie w szkole średniej lektorem. Od tego czasu, jak wielu młodych ludzi, zadawał sobie pytanie o swoją przyszłość. Po maturze wybrał studia elektroniczne na Politechnice Rzeszowskiej. Choć, jak wspominał często w rozmowach, już wtedy myślał o kapłaństwie, jego powołanie nie było dojrzałe i po augustiańsku oczekiwał wyraźnego znaku z nieba. Znaków nie było, więc poszedł na studia. Spotkał wielu wspaniałych ludzi, kolegów i przyjaciół. Studia to szczególny czas dla młodego człowieka, daje wiele radości, ale często także rozczarowań. Ten czas pokazał mu, że mądrość i wiedza nie zawsze chodzą w parze. Po drugim roku, trochę zmęczony sesją egzaminacyjną, szukając wyciszenia, pojechał na rekolekcje do Redemptorystów. Wywiózł z nich wiele dobrych wspomnień i zdanie, które nie dawało mu spokoju. ?Wielu jest wezwanych, ale mało wybranych?. Wierzył, że wobec niego Bóg ma swoje plany. Ale oprócz idei oraz rodzącego się pokoju, Robert spotkał redemptorystów, którzy dla niego stali się Bożym znakiem. Zawsze życzliwi, byli dla niego misjonarzami, opiekunami sanktuarium w Tuchowie.
Czas seminarium
W 1997 roku, po skończonych studiach, nadszedł czas na decyzję. Robert napisał prośbę do Prowincjała redemptorystów o przyjęcie go do Zgromadzenia. Pod koniec września przyjechał do Krakowa, gdzie od października tegoż roku rozpoczął studia filozofii. W 1999 roku rozpoczął nowicjat. Jego mistrz w nowicjacie napisał: ?We wspólnocie czuje się bardzo dobrze, nie wyobraża sobie nawet życia poza wspólnotą. Wyznaczone zadania i obowiązki wykonuje sumiennie, z wielką pogodą ducha. Na rzecz wspólnoty chętnie przyjmuje nadobowiązkowe zajęcia, nie licząc przy tym na poklask?. Nowicjat dla Roberta był czasem modlitwy i pogłębienia powołania. Pierwsze śluby zakonne złożył 15 sierpnia w 2000 r. w Lubaszowej. Następnie w Tuchowie rozpoczął studia teologiczne.
Od samego początku niósł w sobie świadomość kapłaństwa, które przybliżało się do niego z każdym rokiem. 15 sierpnia 2003 roku złożył śluby wieczyste, a 29 maja 2004 roku, został wyświęcony na kapłana przez ks. bpa Antoniego Dydycza. Mszę św. prymicyjną odprawił w rodzinnej parafii Łękawica. Na prymicyjnym obrazku, jako motto swojego życia napisał słowa założyciela redemptorystów: ?Jeśli ktoś nie pokocha Jezusa cierpiącego na krzyżu, nie pokocha Go nigdy?. Jego pierwszą placówką był klasztor w Głogowie. Pracował z młodzieżą i dziećmi. Był do dyspozycji ludzi w parafii i przełożonych. Stawał odważnie naprzeciw ludzkich problemów, zachęcał, a także zawstydzał gorliwością apostolską. Był to ogromnie intensywny rok jego pracy kapłańskiej. Przyszłość zapowiadała się wspaniale.
Ostatnie dni
Jeszcze nie wszyscy oglądnęli fotografie, może nie zdążyli pogratulować rodzicom kapłana i zakonnika, a on zaskakująco szybko stanął na swoją ostatnią uroczystość. Około czterystu razy przystąpił do ołtarza, by celebrować Mszę św. Przeprowadził dwie serie rekolekcji dla młodzieży. Dopiero rozpoczynał drugi rok kapłaństwa. Stał u progu i spokojnie patrzył w przyszłość. I tu nagle, ni stąd ni zowąd zaczął otrzymywać znaki, które dla młodego człowieka nie są w żaden sposób ostrzegawcze. Zjawia się nie w porę ból głowy, jakby złe widzenie, które wymazuje świat na kilka chwil. Na wszelki wypadek poszedł do okulisty. Ten odesłał go do neurologa. Błyskawicznie znalazł się w tarnowskim szpitalu. Diagnoza ogłuszająca: guz w trzeciej komorze mózgu. 2 sierpnia karetką pogotowia zostaje przewieziony do Krakowa. Badania i decyzja natychmiastowej operacji w Klinice Uniwersyteckiej. Nikt nie daje nadziei, że trudny zabieg się powiedzie. Guz jest usadowiony w niedostępnym prawie miejscu.
Operacja została przeprowadzona 5 sierpnia. O. Robert budzi się, jest przytomny, w tym dramacie na pewno szczęśliwy, dziękuje Bogu. Daje znać SMS-em, że wszystko jest dobrze i w nocy o godz. 2.00, traci przytomność. Jego organizm poddawał się chorobie, był coraz słabszy. Zgasł 14 sierpnia 2005 r. o godz. 18.00. Dojrzał do pełnej miłości tak szybko. Niespodziewanie szybko. Przeżył 33 lata, w zakonie 5 lat, w kapłaństwie rok. Zmarł w Krakowie, 14 sierpnia 2005 roku. Najmłodszy i gorliwy kapłan.
Odwiedziłem Roberta w szpitalu 3 sierpnia 2005 ? wtedy po raz ostatni raz z nim rozmawiałem. Byliśmy w jakimś stopniu spokrewnieni, więc te wydarzenia z 2005 roku były dla mnie szczególnym doświadczeniem. Miałem wrażenie, że ma świadomość tego, że niedługo odejdzie. Był w tym wszystkim taki spokojny i mocny duchem. Ostatnie zdanie, jakie zapamiętałem z tamtej wizyty to: ważne, żeby być dobrym człowiekiem, reszta przyjdzie sama…
Artykuł pochodzi z serwisu Wiadomości24.pl i został opublikowany dzięki uprzejmości autora, Kamila Wszołka, za co serdecznie dziękuję

Komentarze: 2
22:43 - 23 listopada 2008
Jest wiele rzeczy bardziej ciekawych jak religia , w Tuchowie tez sa Ateisci
10:03 - 3 lipca 2009
A co ma piernik do wiatraka?
Tu masz ciekawą i wzruszającą historię.
Czepiasz się po prostu.
Dodaj komentarz