Grzech lenistwa

UKS ZELINA Jurków – FAN SOKÓŁ 0:3
(21:25, 22:25, 11:25)

Jak za karę. Tak wyglądała dziś postawa FAN Sokoła. Całkowity brak motywacji, chęci do gry i najważniejsze – radości z niej. To chyba była jakaś epidemia niemocy :):) Na stojąco, bez zaangażowania, myśląc, że gospodarze sami się ograją. A młodzi przeciwnicy nie zamierzali łatwo składać broni. Zaczęło się tak jak miało to wyglądać – od prowadzenia 7:1.

Wszystko idzie zgodnie z planem, nie gramy może efektowne ale efektywnie, zawodzi troszkę skuteczność ataku i brakuje skutecznego bloku. Prowadzimy 17:14, 20:14 i klops ! Blokada motywacji. Chyba już myślami jesteśmy w drodze powrotnej. NA STOJĄCO a gospodarze walczą, walczą, bronią z wielkim sercem i niespodziewanie robi się tylko 21:18. Masakra, nic nie pomaga, żadne słowa nie są w stanie zmobilizować do gry. Szczęśliwie funkcjonuje środek, skutecznie atakuje Łukasz Patyk, mający delikatnie licząc z pół metra przewagi „w zasięgu” nad swoim adwersarzem. Nie możemy coś złapać rytmu gry. Najbardziej boli brak „pola”. Mało piłek jest „podbijanych”. Nerwy zostają jednak opanowane 24:21 i wygrywamy do 22 po 25 minutach drogi przez mękę.

Mobilizacja w przerwie, słowa, gesty, poklepywanie a zaczyna się jeszcze gorzej. Prowadzimy 3:1 by za chwilę przegrywać 7:10. ZERO AKTYWNOŚCI. To nie przeciwnik nas wykańczał. Sami graliśmy „kiszkę roku”. „Nerwa złapał” spokojny dotąd trener Mieczysław Drąg. Bierze czas, zmiana rozgrywającego i … nic. Jak staliśmy tak stoimy. A gospodarze grają, bronią i kończą ataki. Nawet „środek” jakoś się zacina, skrzydła prawie nie funkcjonują a bloku jak nie było tak nie ma. Czarna rozpacz. Przełomowym momentem seta było wprowadzenie do gry Marcina Kity. Tak zdenerwował się nieporadnością kolegów w grze obronnej, że sam postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Świetnie broni i podbija kilka piłek, mobilizuje zespół i wracamy do gry. Wychodzimy na prowadzenie przy stanie 16:15, by już nie oddać go do końca seta. Jak za dotknięciem „czarodziejskiej różdżki” zaczynamy bronić, punktować atakiem i nareszcie grać blokiem. Tego elementu zabrakło najbardziej. Kończymy do 22 po 22 minutach wyrównanej walki.

Set trzeci pokazał jak powinien naprawdę wyglądać ten mecz. Minimum zaangażowania i woli walki wystarczyło by wygrać do 11. UKS nie odpuścił i nadal walczył ale to my mieliśmy więcej atutów. Dlaczego nie graliśmy tak od początku ?

Liczy się wygrana i 3 pkt. Na pozycji libero zagrał bardzo udanie po raz pierwszy w tym sezonie Kamil Kurczab. Zabrakło dziś na pewno „czołowej armaty” Łukasza Jurka. Kamil Jurek został przesunięty „na skrzydło”. Na środku zadebiutował również Tomasz „LONGER” Kiełtyka. Niewidoczny początkowo wyraźnie rozkręcił się w trzecim secie. Łukasz Patyk udowodnił, że przy odpowiedniej wysokości wystawy to on „jest królikiem” :)

Przeszliśmy „obok meczu”. Tym razem bez kary. W przyszły piątek podejmiemy Tarnovię, wyraźnie rozdrażnioną dzisiejszą porażką z Wolą Radłowską.

Humor: Sędzia główny z niedowierzaniem patrzył na nasze karty zawodnicze a szczególnie na metryki urodzenia. W osłupienie wprowadziły go pewne daty, czego szczególnie pogratulował starszym zawodnikom :) Zapytał tylko „Czy jeszcze się nam chce ?” :):) I TO JAK !!!

Przeciwnik. Jeden z najmłodszych zespołów. Do tego beniaminek. Na razie przegrywają ale jak okrzepną mogą sprawić niespodziankę. Olbrzymie serce do gry. Dziś z zazdrością obserwowałem jak walczą :)

FAN SOKÓŁ: Filar S, Kita Karol, Kita Hubert, Drogoś T, Płowiecki R, Jurek K, Szary J, Łaś S, Kita Marcin, Patyk Ł, Kiełtyka T oraz Kurczab K – libero

Źródło: www.tuchow.com.pl

Dodaj komentarz

E-mail nie zostanie opublikowany.