Degrengolada

FAN SOKÓŁ – LUKS WOLA RADŁOWSKA 3:1
( 21:25, 25:11, 25:18, 25:22 )

Zniesmaczony stylem gry prezes klubu dr Zbigniew Jurek w ostrych słowach „skrytykował” w pomeczowej szatni naszych zawodników. „Skrytykował” to nie to słowo jakiego powinienem użyć. Tak samo jak słowa „zawodników”. Oberwało się wszystkim i niestety słusznie. Tak „wzburzonego” prezesa jeszcze nie oglądaliśmy. Solidnie „pojechał” po aktorach tego marnego widowiska. A co można powiedzieć o meczu ? Pozytywnego nic pomimo tego, że wygraliśmy.

Degrengolada. W przerwie pomiędzy setami sędzia zapytał, czy przypadkiem nie biegliśmy wcześniej maratonu. Tak wyglądała gra. ZERO ZAANGAŻOWANIA. Na stojąco, bez jakiejkolwiek woli walki. Tak, jakby nasi szczypiorniści z mistrzostw świata posmarowali buty naszej ekipy swoim super klejem. Żal było patrzeć. A goście ? „Skazani na pożarcie” podeszli do gry bez najmniejszych kompleksów, z sercem, nie tracili głupio punktów. Byli lepsi w każdym elemencie, o grze obronnej w ogóle nie wspomnę. Czegoś takiego u nas nie zaobserwowano. Wola prowadziła od początku do końca seta i w pełni zasłużenie go wygrała.

Ostra reprymenda trenera Mieczysława Drąga w przerwie przyniosła wyraźny skutek. Trochę poprawiono zagrywkę, atakujący postawili na jakość a nie siłę. Zadziałał blok, w którym mieliśmy KOLOSALNĄ PRZEWAGĘ. Mam na myśli wzrost, bo punktów zdobyliśmy pewnie tyle samo co przeciwnicy. Wystarczy powiedzieć, że pomimo nadal kiepskiej gry w polu wygrywamy seta do 11-tu. Jest remis. Zaczynamy grać od nowa.

Trzeci set. Prowadzimy od pierwszego do ostatniego gwizdka ale nie jestem w stanie znaleźć ani jednego pozytywu. Zamiast skoncentrować się na grze dyskutujemy pomiędzy sobą czy z sędzią głównym. Trwa wzajemne wypominanie „kto powinien to zrobić czy tamto”. Za dyskusję z ławką rezerwowych też nam się oberwało od prezesa. Słusznie z resztą. A przeciwnicy walczyli, w obronie brylował ich libero, który ma pewnie z 14 lat. Ambicją nadrabiali wszelkie braki. Set do 18-tu.

Czwarty set. Na szczęście ostatni. Gramy jak w secie pierwszym czyli czarna rozpacz. Słowo „gramy” jest wielkim nadużyciem. Słusznie „pojechał po nas” prezes. Przegrywamy od początku. Zanosi się na tie breaka. Goście prowadzą już 17:13. Na nasze szczęście chyba za wcześnie uwierzyli, że jest po secie. Robią kilka prostych błędów, my podbijamy kilka ataków, kończymy kontry. Prowadzimy 19:17 i nie oddajemy już wygranej.

Nasuwa się pytanie, dlaczego tak beznadziejnie gramy u siebie ? Trema ? Brak kilku zawodników raczej nie powinno być wytłumaczeniem. Więc co ? Zamiast cieszyć się siatkówką i grać coraz lepiej gramy beznadziejnie, jak „za karę”.

Przed nami dwa tygodnie przerwy. Czas na trening, trening, trening.

FAN SOKÓŁ: Kita Karol, Kita Hubert, Jurek Łukasz, Płowiecki Robert, Sroka Grzegorz, Barnaś Grzegorz, Kita Marcin – libero, oraz Kurczab Kamil, Kras Rafał, Drogoś Tomasz.

Źródło:tuchow.com.pl

Dodaj komentarz

E-mail nie zostanie opublikowany.