<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Tuchów i region w internecie &#187; Reportaże</title>
	<atom:link href="http://www.tuchow.info/category/publicystyka/reportaze/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.tuchow.info</link>
	<description>Informacje z Tuchowa i okolicy</description>
	<lastBuildDate>Thu, 19 Jan 2012 13:40:16 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	
		<item>
		<title>Chałupa Paryja &#8211; audycja radiowa</title>
		<link>http://www.tuchow.info/chalupa-paryja-audycja-radiowa/</link>
		<comments>http://www.tuchow.info/chalupa-paryja-audycja-radiowa/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 15 Oct 2009 20:04:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Publicystyka]]></category>
		<category><![CDATA[Reportaże]]></category>
		<category><![CDATA[Gospodarstwo Agroturystyczne Paryja]]></category>
		<category><![CDATA[Mieczysław Solarz]]></category>
		<category><![CDATA[Paryja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.tuchow.info/?p=2798</guid>
		<description><![CDATA[Gospodarstwo agroturystyczne „Paryja” położone jest na północnym krańcu wsi Ołpiny (gmina Szerzyny, powiat tarnowski, województwo małopolskie) granicząc bezpośrednio z wsiami Żurowa i Swoszowa. Geograficznie przynależy do Pogórza Ciężkowickiego, Fałdu Brzanka-Liwocz. Cały obszar znajduje się w zasięgu terytorialnym Parku Krajobrazowego Pasma Brzanki.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.tuchow.info/wp-content/uploads/2009/10/paryja.jpg" alt="Paryja" align="left"/><strong>&#8222;Chałupa Paryja&#8221; to prawdziwa wiejska agroturystyka w zabytkowym drewnianym domu na Pogórzu Ciężkowickim w powiecie tarnowskim.</strong><br />
Gospodarstwo agroturystyczne „Paryja” położone jest na północnym krańcu wsi Ołpiny (gmina Szerzyny, powiat tarnowski, województwo małopolskie) granicząc bezpośrednio z wsiami Żurowa i Swoszowa. Geograficznie przynależy do Pogórza Ciężkowickiego, Fałdu Brzanka-Liwocz. Cały obszar znajduje się w zasięgu terytorialnym Parku Krajobrazowego Pasma Brzanki. Powierzchnia gospodarstwa wynosi 13.08 ha i zajmuje południową część doliny potoka o bardzo urozmaiconym charakterze gograficznym (pola orne, łąki, pastwiska, lasy). Od południa przylega do urwistego zbocza lasu z występującymi na nim piaskowcowymi wychodniami skalnymi. Z tego właśnie dolinowego położenia zaczerpnięta jest nazwa „Paryja” oznaczająca niedostępną dolinę. </p>
<p><strong>Zachęcamy do wysłuchania audycji radiowej zrealizowanej przez Radio Kraków:</strong></p>
<p><strong>Strona www gospodarstwa Paryja:</strong> <a href="http://www.paryja.pogorza.pl">www.paryja.pogorza.pl</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.tuchow.info/chalupa-paryja-audycja-radiowa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
<enclosure url="http://www.tuchow.info/wp-content/uploads/2009/10/zniwa1.mp3" length="8566784" type="audio/mpeg" />
		</item>
		<item>
		<title>Wielki deszcz na sprzedawcę batów</title>
		<link>http://www.tuchow.info/wielki-deszcz-na-sprzedawce-batow/</link>
		<comments>http://www.tuchow.info/wielki-deszcz-na-sprzedawce-batow/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 11 Nov 2008 22:29:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Reportaże]]></category>
		<category><![CDATA[major Dudka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.tuchow.info/?p=125</guid>
		<description><![CDATA[Ludzie mówią, że nie ma już takich miasteczek, jak Tuchów. Zasadniczo mają rację, choć w samej tylko Galicji tak skrojonych mieścin jak ta: z ryneczkiem jak z obrazka, świętym Florianem pośrodku i resztką kocich łbów zachowanych przed asfaltem dla świętego spokoju, żeby się konserwator nie czepiał, znaleźć można jeszcze wiele.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Artykuł brał udział w konkursie &#8222;Jest takie miejsce&#8230;&#8221; organizowanym przez serwis internetowy Odyssei.com oraz tygodnik ?Angora?</em></p>
<p>Ludzie mówią, że nie ma już takich miasteczek, jak Tuchów. Zasadniczo mają rację, choć w samej tylko Galicji tak skrojonych mieścin jak ta: z ryneczkiem jak z obrazka, świętym Florianem pośrodku i resztką kocich łbów zachowanych przed asfaltem dla świętego spokoju, żeby się konserwator nie czepiał, znaleźć można jeszcze wiele.<span id="more-125"></span></p>
<p>Ale drugiego takiego nie ma. Ilekroć tu wracam i zakurzony, trzęsący się na zakrętach autobus skręca z Piotrkowic (nie ma lepszego jak ten widoków na dolinę rzeki Białej i pobliski Łowczówek, gdzie walczyła Pierwsza Brygada i gdzie jej żołnierze mają najpiękniejszy z galicyjskich cmentarzy z I wojny. Na polance w Piotrkowicach stał jakiś czas pomnik Największego Grzyba Świata, znalezionego tu 15 września 1977 roku przez Henryka Witkiewicza szmaciaka gałęzistego o wadze 15 kilo i metrowej średnicy kapelusza, ale już go nie ma &#8211; tego pomnika, bo go rozwalili nocą dyskotekowcy.) w dół, do samego Tuchowa, wjeżdżam tu jak do Księgi. Zapisywanej przez tutejszych.</p>
<p>Takiego nagromadzenia ludzi niepospolitych, jakie miał i ma Tuchów nie znajdzie się już nigdzie w Polsce. Taka jest prawda, i trzeba w nią po prostu uwierzyć.<br />
Nie ma innej rady &#8211; w przewodnikach przecież o nich nie piszą. Można ich jedynie spotkać po drodze, ot tak &#8211; bo przecież nie są jakimiś ważnymi postaciami ani przewodnikami turystycznymi. Po prostu klepią tu swój żywot od poniedziałku po niedzielę, w niedzielę zwłaszcza politykując na czterech krawędziach w rynku. Drugich takich nie będzie i wtedy odmieni się świat, zbanalizuje jak tutejsze jarmarki, gdzie teraz sprzedaje się tę samą, co wszędzie tandetę.<br />
Właściwie należałoby ich starannie zakonserwować, żeby mogli trwać wiecznie, ale komuż to przyjdzie do głowy w pozbawionym wyobraźni świecie?</p>
<p><strong>Życie i działalność Majora Dudka</strong></p>
<p>Major Dudek odszedł jako pierwszy z nich, ale już za życia był legendą.</p>
<p>Jak każdy wysokiej rangi oficer w stanie spoczynku, także i on cierpiał z powodu permanentnego braku wojny i przedłużającego się pokoju na świecie. Powiadano, że z tego powodu nabawił się osobliwej choroby: zawsze, kiedy zaostrzała się sytuacja w strefie Gazy, albo dochodziło do konfliktów w innych częściach świata, Majora strzykało w lewym kolanie. Co zresztą potwierdzała Majorowa, kobieta z Piotrkowic, którą Major za młodych lat poznał na słynnym tygodniowym odpuście tutejszym. Majorowa zresztą nie zdawała sobie sprawy, dla jakich powodów dochodzi do owego strzykania. Major nie miał wątpliwości.<br />
- No! To mamy ładną sytuację! Połączyli się Niemcy. Jeszcze trochę, i dojdzie do wojny.</p>
<p>Zwoływał wtedy sztab, złożony z działaczy Ligi Obrony Kraju, siadali nad mapą Europy w Schronie, a potem wyjeżdżali do jedynego w Polsce Punktu Obserwacji Wybuchów Jądrowych, żeby oglądać przyszłe pole bitwy.</p>
<p>Jako naczelnik miasteczka, Major do perfekcji doprowadził obronność Tuchowa. Miała ją zapewnić armia, złożona z ?trzystu chłopa?, jak mawiał. A o spokój na tuchowskim niebie dbać miał w wolne soboty Edek Płachno, prawa ręka Dudka, w cywilu dyrektor Biura LOK. Edek wysyłany był w powietrze na motolotni i dokonywał odpowiednich obserwacji.</p>
<p>Major był artylerzystą przeciwlotniczym i zasadniczo nie uznawał niczego, co lata w powietrzu. Dlatego, kiedy Edek długo nie wracał z lotu, Major groził, że go zestrzeli.</p>
<p>Na wzgórzu Gadówka, dominującym nad miasteczkiem (rewelacyjnie widać stąd cały Tuchów, z najlepiej obrysowanym klasztorem Redemptorystów, a Tarnów, choć to do niedawna wojewódzkie miasto, maleje tu w oczach, co Majora szczególnie cieszyło) &#8211; kazał zbudować bunkier, ów wspomniany tu już Punkt Obserwacyjny. Jest to zachowany do dziś betonowy schron z podziałem na pokój dla oficerów i sale dla żołnierzy, wszystko na samym czubku wzgórza, ale starannie zamaskowane krzakami i schowane pod ziemią, rzecz jasna.</p>
<p>Major sądził, że pierwsze bomby spadną na Tarnów, dlatego z Punktu Obserwacji Wybuchów Jądrowych on będzie mógł te wybuchy obserwować.</p>
<p>Jego wojsko &#8211; jednostka formalnych oddziałów obrony terytorialnej nosiła specjalnie przez Majora zaprojektowane mundury, a czasami, po udanych manewrach, w wolne od pracy dni, defilowało wokół rynku. Major pozdrawiał ich, salutując, ze stopni ratusza.</p>
<p>Bywało, że wyjeżdżał na prawdziwe manewry, jeszcze, gdy był czynnym żołnierzem. Jego dwie córeczki nie bawiły się lalkami: Major przywoził im z poligonu repliki granatu zaczepno &#8211; obronnego F-1, łuski po pociskach i tym podobne militarne drobiazgi, żeby dziewczynki miały się czym bawić.</p>
<p>Był czas, gdy nadarzyła się sposobność sprawdzenia umiejętności jego wojska. Ogłoszono manewry ?Dunajec? i na teren gminy Tuchów zrzucono 7 komandosów, świeżo utworzonej jednostki ?Czerwonych Beretów?. Mieli wysadzić najważniejsze obiekty: ratusz, masarnie, piekarnię i budynek GS. Jeśli by do nich dotarli i zostawili karteczkę  ?obiekt wysadzony?, należało uznać, że komandosi wygrali wojnę o Tuchów.</p>
<p>Major zmobilizował wszystkie siły, sztab, ulokowany w Bunkrze czuwał dzień i noc. Żeby niepotrzebnie nie szwendali się tu obcy, kazał też aresztować wszystkie miejscowe prostytutki, co prawdę mówiąc nie było trudne, bo Tuchów, jako małe miasteczko, posiadał jedynie dwie ladacznice.</p>
<p>Komandosi zostali wyłapani, co do jednego, ówczesny major Rozłubirski szalał ze złości.<br />
- Jak mogliście się poddać tej cywilbandzie, na co Dudek zagroził, że Majora zastrzeli jak psa. W końcu musieli interweniować rozjemcy.</p>
<p>W tych stronach w czasie II wojny działała silna partyzantka ? batalion ?Barbara? 16pp. Armii Krajowej (dziś szlakami ich walk prowadza w tych stronach turystyczne trasy).</p>
<p>Jakoś tak się złożyło, że żaden z nich nie mieszkał w Tuchowie, a Major planował założenie przy LOK Klubu Seniora-Partyzanta. Dlatego zmuszony był do mianowania jednego z mieszkańców, który co prawda w czasie wojny miał ledwie 10 lat &#8211; partyzantem.</p>
<p>W schronie &#8211; niewielkiej piwniczce, Major urządzał wojenne narady. W jednej z nich, która przeciągnęła się do północy, uczestniczył gen. Zygmunt Huszcza, szef Zarządu Głównego LOK. Major poświęcił cielę i świniaka, przerobionego na wędliny, żeby załatwić tę podnosząca prestiż tuchowskiego wojska wizytę.</p>
<p>Akurat było tuż po zjednoczeniu Niemiec.<br />
- Wojna wisi na włosku &#8211; powtarzał uparcie, musimy uruchomić wszelkie siły.</p>
<p>Ale tej nocy nie zdążył. Do schronu wpadła, forsując tylne drzwi, Majorowa, prosto z kuchni w pobliskim barze, gdzie pracowała.<br />
- Ja ci dam wojnę! Natychmiast do domu, wiesz która jest godzina?</p>
<p>Major usiłował na próżno ratować sytuację, tłumacząc, że ten pan w wojskowym mundurze z czerwonymi lampasami na spodniach to generał, a pokój jest zagrożony.<br />
- Ja ci dam wojnę! Ja ci dam generała. I rozpędziła całe towarzystwo. Generał salwował się ucieczką do hoteliku ?Miś? w rynku, do którego po godzinie, myląc czujność żony, dotarł także i sam Major.</p>
<p><strong>Poniedziałkowy Księgonosz</strong></p>
<p>W poniedziałki odwiedzał Urząd wysoki, chudy, i mimo zaawansowanego wieku postawny mężczyzna, pan Mazur. Na przygarbionym grzbiecie wlókł wytarty, wojskowy plecak, a w nim dziesiątki książek.</p>
<p>Znały go tu wszystkie panie Zosie z księgowości, panie Halinki z geodezji, panie Hanie od podatków.</p>
<p>Wiedział, co która lubi. Roznosił głównie ?mniszkówny? i ?inne miłosne autorki?, jak mawiał. Panom &#8211; ?tygrysy? z wojennej serii.</p>
<p>Poniedziałek był z powodu jego wizyt niemal dniem świątecznym. W każdym pokoju Poniedziałkowy Księgonosz miał coś do zaproponowania. A kiedy przychodziło mu do załatwienia urzędowego pisma, był obsługiwany poza kolejnością, ma się rozumieć.</p>
<p>W swojej starej chałupie pod Wielką Górą w Czermnej, gdzie mieszkał od przedwojnia (nie prowadzi tędy żaden szlak, ale warto się wydrapać na wierzchołek dla pysznych widoków na Jasło &#8211; część Podkarpacia jest wyjątkowo malownicza) trzymał w szafach, regałach i luzem prawie trzy tysiące książek.</p>
<p>Ludzie opowiadali, że w czasie okupacji przychodziła do niego miejscowa elita: listonosz, ksiądz i nauczyciel, a całe to towarzystwo, przy świecach czytało na głos Mazurowe książki.</p>
<p>Wszystkich nie przeczytali: wojna się skończyła, we wsi założyli światło. Wtedy Mazur z książkami w plecaku zaczął nosić swoje książki do Urzędu.</p>
<p><strong>Sprzedawca batów</strong></p>
<p>Dojeżdża w te strony z Ciężkowic (typowe galicyjskie miasteczko: święty Florian z piaskowca, najstarszy w okolicy, w kolorowym odzieniu rzymskiego legionisty. No i Skamieniałe Miasteczko, rzeźbione przez tutejszy deszcz, wiatr i mrozy, które tęgie bywają w dolinie Białej &#8211; z piaskowca, który wynurzył się przed tysiącami lat postaci wiedźmy, piramidy, ratusza, jak je kiedyś ponazywali ludzie z wyobraźnia, dodając legendę o karze za grzechy rozpustnych tutejszych ludzi. Z łba czarownicy z wielkim kamiennym nochalem zobaczyć warto, jak w dole iskrzy się Biała, omijając Warownię, największą ze skał w Skamieniałym Mieście).</p>
<p>Sprzedawca Batów Końskich. Już raczej z przyjemności handlowania, a może i przyzwyczajenia, bo handluje batami od wielu lat i niejedno końskie dupsko pamięta uderzenie batem, kupionym od niego właśnie.</p>
<p>Jeden z tych osobistości bez imienia. Po prostu sprzedawca Końskich Batów.</p>
<p>Baty ma solidne, rzemienne, i na wszystkie okazje. Te powszednie, do zwykłego zaprzęgu, takie przyzwoite, bogato zdobione, na niedziele i święta, kiedy konie muszą ładnie wyglądać.</p>
<p>To, że koni ubywa nie martwi go wcale. Oddalony od rynku, gdzie tętni jarmarczny, byle jaki już gwar, spsiały i marny jak cały zgiełk tego świata dystansuje się jakby w ten sposób od tego co tam się dzieje.</p>
<p>Kiedy pada, wszystkie miejsca pod okapami zajęte. Widziałem, jak pada na niego wielki deszcz, a on stał dumnie na swojej placówce, samotny. I ta samotność czyniła go w jakimś sensie wielkim, kiedy w taką ulewę wesoło trzaskał z bata. Jakby chciał nieistniejącym kupcom oferować swój niemodny już towar.</p>
<p><em>Autorem tekstu jest Zygmunt Szych</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.tuchow.info/wielki-deszcz-na-sprzedawce-batow/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kilka uwag pod adresem żałobników &#8211; Tuchowski Charon</title>
		<link>http://www.tuchow.info/tuchowski-charon/</link>
		<comments>http://www.tuchow.info/tuchowski-charon/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 11 Nov 2008 21:59:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Reportaże]]></category>
		<category><![CDATA[charon z tuchowa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.tuchow.info/?p=122</guid>
		<description><![CDATA[Charon spod Tuchowa nie jest, rzecz prosta żadnym tam Charonem, tylko zwyczajnym wozakiem, który co wtorek wozi mleko do zlewni. Ot, Józef Nytko z Przedmieścia Wielkiego pod Tuchowem. Ale nobilitowało go już to chociażby - prócz wielu innych powodów do nobilitacji - że mieszkał na samej górze. Wyżej na Przedmieściu Wielkim nie mieszka już nikt (stąd absolutnie niepowtarzalna perspektywa na sam Tuchów, wstęgę Białej, meandrującej ciekawie w szerokiej dolinie.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Charon spod Tuchowa nie jest, rzecz prosta żadnym tam Charonem, tylko zwyczajnym wozakiem, który co wtorek wozi mleko do zlewni. Ot, Józef Nytko z Przedmieścia Wielkiego pod Tuchowem. Ale nobilitowało go już to chociażby &#8211; prócz wielu innych powodów do nobilitacji &#8211; że mieszkał na samej górze. Wyżej na Przedmieściu Wielkim nie mieszka już nikt (stąd absolutnie niepowtarzalna perspektywa na sam Tuchów, wstęgę Białej, meandrującej ciekawie w szerokiej dolinie. Najlepszy widok na tę część Galicji, a jeśli dodamy do tego jeszcze majowe głosy trąbek z melodią ?Chwalcie łąki umajone?, płynące białych klasztornych  białych wieżyc, rozpalonych wiosennym słońcem, to można Nytce Józefowi pozazdrościć takiego miejsca na ziemi).<span id="more-122"></span></p>
<p>Szary, niepozorny, w wypłowiałych drelichach, szarej czapce z wytartym od witania żyjących znajomych &#8211; zaraz dowiemy się tu, dlaczego żyjący mają dla prostego wozaka tyle szacunku &#8211; i butach &#8211; walonkach. Zwykły człowiek w powszedni dzień, od których zaludnione są takie miasteczka jak to.</p>
<p>Ale w soboty przemieniał się w Demiurga.<br />
-Ooo, na przykład tu popatrzmy sobie &#8211; powiada, stojąc oparty o swój ciemny, przeszklony karawan &#8211; tu mam Burzyn, a tam na samym dole &#8211; mam Lubaszową.</p>
<p>Tak mówi, jakby był dziedzicem tych miejsc, a wyciąga przy tym w pańskim geście głowę z długa siwą broda, atrybut w małym, galicyjskim miasteczku niepospolity, a nawet żenujący dla wielu z tutejszych.</p>
<p>Karawan, ubrany w fiolety, podobnie jak dwa czarne, mocne konie stał na świeżej, wiosennej trawie pod właśnie rozkwitłymi, różowymi pąkami jabłoni, kiedy go tu odwiedziłem.</p>
<p>Kiedy sobotnie przedpołudnie zadzwonią dzwony i roznosi się ich ton daleko po dolinie, dobija po górach i wraca do Nytki &#8211; staje się Charonem.</p>
<p>Ceremonia zaczyna się wtedy od mycia nóg koniom. Potem kolejno: zaprzęganie, ale wolne, dostojne, ciemny frak po kolana, białe rękawiczki, tak wspaniałe komponujące się z siwą jak mleko brodą. Do tego wszystkiego czarny cylinder. I gotów do zjeżdżania z piekielnym hurgotem w dolinę.</p>
<p>Przewozi zmarłych w Ostatnią Drogę, siedzi wysoko na koźle i nikt by nie poznał w takim przebraniu, że to Józek Nytko, zwykły wozak w powszednie dni.<br />
-Ha! Co się człowiek osłucha nieraz. </p>
<p>Charon spod Tuchowa zamontował sobie w karawanie lusterka wsteczne, takie jak mają w samochodach. Żeby mieć oko na żywych w kondukcie.<br />
-Co się człowiek osłucha&#8230;Jadę tak na wysokości, a tu żałobnicy, ci pierwsi, zaraz za karawanem, kłócą się o ziemię po zmarłym, którego właśnie wiozę.</p>
<p>Nytko nie wytrzymał. Wstrzymał konie, aż parsknęły, stanął na koźle i&#8230;<br />
- I palnąłem im kazanie: Ludzie, opamiętajcie się! On jeszcze dwa dni temu był miedzy wami, a wy już dzielicie jego majątek. Wstyd!<br />
Tak bywa do południa sobotniego, a już po południu Nytko zmieniał nie tylko strój, ale i duszę. Jechał na wesele w okolicy. W charakterze wróżby weselnego zabawiał gości, a dla jego pięknego głosu i znajomości rozmaitych żartów ma wielkie w okolicy powodzenie.</p>
<p>Podobne temu, jakie posiada jako Charon. Bo taki pogrzeb, z jego karawanem i demonicznymi, choć spokojnego usposobienia czarnymi końmi to tu wielka tradycja.</p>
<p>Ludzie nie chcą innego. Po latach wrócili z Ameryki bracia S., sprowadzili sobie szerokiego chevroleta i założyli konkurencję.</p>
<p>-Nytko? On już przecież nie żyje! &#8211; zapowiadał klientom jeden z nich, gdy odwiedzali zakład.</p>
<p>W końcu doszły te wiadomości do Charona z samej góry na Przedmieściu Wielkim i tak się zezłościł, że odwiedził obu, sądem zagroził za nieuczciwą konkurencję, a nawet zwyzywał.</p>
<p>Bracia S. splajtowali po roku.</p>
<p><em>Autorem tekstu jest Zygmunt Szych</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.tuchow.info/tuchowski-charon/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

